środa, 13 października 2010

Zapowiedź wielkiej premiery

    Wielkiej premiery nie ma. JESZCZE! Ale jest przedsmak tego, co zamierzam wytworzyć, co jest od dawna w szczegółach w mojej głowie. Mowa rzecz jasna o lalce. O eterycznej pani z wyniosłym obliczem. Która w zamiarze ma też być piękna i delikatna, i z charakterem rzecz jasna -  i taka będzie! (bardzo to skromne z mojej strony...).

 


Może dzięki temu pogonieniu samej siebie - czyli pokazaniu Wam zdjęć samej twarzy, praca ruszy do przodu. Nie jestem pewna czy pokazując Wam to, a dokładniej czy Wy - oglądając, faktycznie jesteście w stanie sobie do-obrazić jak też w całości będzie wyglądać. Bo ja patrząc na samą łysą maskę lalki  widzę całą postać,  całą - materiały, włosy, sylwetkę, emocje zamknięte w geście.  Nie moje, tylko lalkowej postaci.To ten mój niemy teatr, który tak lubię...A na zdjęciu tego jeszcze przecież nie widać. Wiem, że małe cudeńko jestem w stanie wytworzyć, ale to wymaga czasu i mojej wielkiej mobilizacji. Twórczej oczywiście.
Zmobilizujcie mnie, PROSZĘ!
      Kiedy podglądam Wasze prace na blogach mam czasem wrażenie że z taką łatwością one powstają. A mi wcale nie jest łatwo. I nie o nieumiejętności techniczne chodzi, tylko tą lekkość twórczą, lekkość w przełożeniu własnych wyobrażeń twórczych - na konkretną prace.
Krótko mówiąc żeby lalka była taka jak sobie wyobraziłam, a nie tylko pozszywanym fachowo zlepkiem materiałów, płaskim, bez wyrazu. Żeby miała duszę i klimat. Nie przesadzam. Wkładanie całego serca w pracę nad lalką jest dla mnie oczywiste i wierzę, że mnie choć trochę rozumiecie. Prawda?
      Miałam propozycję zrobienia kopii Czarnego Hrabiego (niezrealizowana). Na początku radość: że fajnie, że jest zainteresowanie, a potem... niedosyt. Bo zdałam sobie sprawę, że powielanie tego samego projektu nie ma sensu. Pewnie finansowo ma, a jakże, (wszak nie samym artyzmem człowiek żyje pożerając tynk ze ścian...), ale artystycznie - nie ma to sensu i nie daje żadnej satysfakcji. Bo tworząc to samo staję się wyrobnikiem, nie wymyślam niczego nowego, a praca nie jest już żadnym wyzwaniem.
To w przypadku szycia drobnych rzeczy można bardziej wrzucić na luz i mniej się wczuwać (choć przyznam szczerze że też nie lubię szyć dwa razy tego samego; realizacja nowego pomysłu zawsze jest wiekszym wyzwaniem.
       No nic, zamiast tyle gadać po prosu trzeba się brać do roboty, ale musiałam to napisać, bo ja zawsze większe plany muszę przegadać. Jak już przegadam, to pójdzie do przodu. Chyba. ;)

6 komentarzy:

Duża Mała Mi pisze...

A ja potrafię sobie wyobrazić! Pokarało mnie, szlag, bujną wyobraźnią - plastyczną chciałoby się rzec. Notabene jedyną plastyczną rzeczą u mnie jest wyobraźnia... Nie mniej jednak po zaczątku lali "widzę" ją i podoba mnie się ;) Co do przegadania planów to dobra metoda - słowo się rzekło i nie ma odwrotu, mus Ci skończyć, bo żyć nie damy ;)))
Pozdrawiam

ulinkap pisze...

Łooo Kobieto! Ale talent masz w rękach kochana! niesamowitości tworzysz! pozdrawiam bardzo serdecznie! :)

elamisk pisze...

dziękuje dziewczyny za mobilizujące komentarze :)), Buziaki!

Paula pisze...

mnóstwo inspiracji jest tu u Ciebie!

pozdrawiam,
Paula

bestyjeczka pisze...

Droga Elu, wyobraź sobie że realizujesz jedno z moich niezrealizowanych marzeń - tworzenie lalek. Twoje są OBŁĘDNE, uwielbiam takie twarze z wyrazem i charakterem. Daję ci solidnego KOPA, działaj i twórz, bo robisz to wspaniale!

Apasjonata pisze...

Gratuluję talentu , stworzenie lalki własnoręcznie od podstaw , na pewno nie należy do łatwych zadań , przynajmniej dla mnie . Pozdrawiam