środa, 18 marca 2015

Mój nowy blog dziecięcy

Mama chwilowo nie tworzy na taką skalę, żeby pokazywać to na blogu, ale córcia owszem.
Założyłam blog z rysunkami mojej Zosi, i mam zamiar dokumentować na nim postępy plastyczne małej rysowniczki i jej wszystkie dziecięce rysunkowe radości. Ilość prac rośnie w zastraszającym tempie i szkoda w szufladach chować. Zapraszam do oglądania.


środa, 18 stycznia 2012

na zakończenie

Przez dłuższy czas nie będę mogła prowadzić bloga. Przykro mi z tego powodu, mam nadzieję że wrócę, ale...
Dziękuję wszystkim za odwiedziny i pozostawione komentarze. Dziękuję za piękne światy które mogę oglądać na Waszych twórczych blogach, chociaż tyle:(  Ela

wtorek, 22 listopada 2011

Kartki scrapowe

Dziś krótko: zaległe karteczki. Próbuje, uczę się. Zaczętych prac nie zapowiadam bo znowu nie skończę w porę i się rozejdzie po kościach .
Dwie pierwsze to lifty kartek Enczy , pozostałe - inspiracja zewsząd. Wirtualnie i w realu już kolorowo, czerwono i świątecznie, a u mnie to co mi w duszy aktualnie gra - czyli jak zwykle całkiem nie na temat ;)

piątek, 9 września 2011

Jak miło jest dostawać prezenty:)

Dłuższy czas temu dostałam  prezent od Ivonny. To bardzo zdolna i twórcza osoba, która pokazuje w swoim NIECODZIENNYM ZAKĄTKU piekne rzeczy które robi, mnie zachwyciły m. in. kwiatowe dekoracje: wianki ozdobione materiałowymi kwiatkami, niby proste, a jakie efektowne! Zajrzyjcie do niej koniecznie, po inspirację, popodglądać, pozachwycać się.
Ja otrzymałam dwie przepiękne broszki.

Pasują idealnie do dzianinowych sukienek i swetrów z szalowym kołnierzem: Zdjęcia nie oddają uroku i fajnego swetra, i pięknej broszki na nim, ale w rzeczywistości wygląda to bardzo ładnie.
Wybaczcie mi zdjęcia robione na szybko na boku stołu, ale w drugim jego końcu....

...siedziała Kruszyna, która rysowała i na kartkach, i po stole, i potrzebowała duuużo, dużo miejsca:)

środa, 7 września 2011

Mój pierwszy album scrapowy

Nie bardzo mam czas na regularne prowadzenie bloga, ale coś tam jednak w międzyczasie skrobię. Wyprodukowałam wreszcie album , który uważam za trochę porządniejszą rzecz, niż dotychczasowe moje doświadczenia z kartkami, kalendarzem. Na tyle poważniejszą że wartą pokazania. Wyszedł bardzo testowy. Wiem, że album z wymazanymi twarzami głównych bohaterów wiele traci - ale wierzę że rozumiecie... :) Wypróbowywałam na nim różne dostępne mi techniki, badałam w czym mi się najlepiej pracuje i strona po stronie dochodziłam do wprawy, również jeśli chodzi o układ, kompozycję, tralala itd.Wprawdzie miałam koncepcje całości w głowie, ale że robiłam całość na raty, to mi się koncepcja po drodze zmieniała i zdecydowanie testowałam zamiast trzymać się jednego pomysłu. Wniosek nr. 1: robić album z gotowymi zdjęciami, a nie na odwrót jak ja, zdjęcia miałam tylko w głowie i powklejałam je na końcu i wyszło tak sobie. Ale co tam! Od czegoś trzeba było zacząć robienie albumu tematycznego, i uważam że jest przyzwoicie. A i tak najważniejsza rzecz to to ,że już się trochę otrzaskałam i ośmieliłam z eksperymentowaniem, w międzyczasie ze 3 zdjęcia wylądowały w koszu.... Wiem czego już bym nie zrobiła, co dodać, co zbędne, co lepiej wygląda jeśli chodzi o kompozycję itd. Wniosek nr 2: im mniej na stronie albumu tym lepiej, przynajmniej na początek.
W moim mini-albumie: inspiracja poetycko-przyrodnicza od Enczy- mojego zawodowego scrapowego guru i pomysł na "wizytówkę" na ostatniej stronie też od niej. Kto nie widział polecam jej małe dzięła sztuki do oglądania. Jej albumy są takie piękne! Mój album miał byc jesienną interpretacją jej stylu. Cieszę się, że dałam dużo od siebie i że nie jest kopią. Taki album, koniecznie opowiadający jakąś historię i z wierszykiem chodził mi po głowie od dawna, a jesienny - bo u mnie jesień działa inspirująco przez okrągły rok. Do zrobienia albumu użyłam kartonowej książeczki dziecięcej jako bazy, całość jest też płaska jak naleśnik - w przyszłości będę próbować zrobić coś bardziej wypukłego. Papiery - zwykłe plus arkusz liściowy z jakiegoś magazynu. Jedne karty wyszły lepiej, inne gorzej, no nie wiem, oceńcie sami. (Po kliknięciu na zdjęcie można je zobaczyć w dużym rozmiarze)











piątek, 20 maja 2011

Pianino do renowacji

Drodzy majsterkowicze - podczytywacze. Jestem w posiadaniu tego pięknego, przecudnej urody pianina. Jest w stanie... gorszym niż widać. Klawiatury praktycznie nie ma, jest nadżarta przez myszy, strasznie śmierdzi, przez dwie zimy stało w otwartym garażu, i to wystarczyło, żeby myszy zrobiły swoje.  Sprawa jest taka: Czy ja mam się samodzielnie zabierać za remont? Chciałabym bardzo. Chwilowo nie oddam do renowacji, bo, ... wiecie jak to jest, budowa domu, codzienność, i fundusze zawsze idą na coś ważniejszego, a trzeciej zimy to już może nie przetrzymać!
Nie zależny mi na odzyskaniu pianina jako instrumentu, bo to przed 2 laty tez już się do grania nie nadawało. Pozostaje sentyment... bo kiedyś na tym pogrywałam, ale rozsądek bierze górę, i : albo będę miała mebel dobrze odnowiony jako imitacja pianina, albo oryginalne pianino... we władaniu myszy, no inaczej się nie da. Chciałbym odzyskać jak najwięcej się da na zewnątrz, zrobić tego coś na kształt... konsolki, szafeczki? Oczami wyobraźni widzę że mogłoby być pięknie, te toczone nogi..., na wysoki połysk, w brązie.
Proszę o radę czy mam brać się za to, czy czekać aż się myszy wezmą, czy raczej uskładać na renowację przez fachowca? Serce mnie boli jak na to patrzę.
Generalnie moje kryteria wyboru fajnych przedmiotów, to zawsze: żeby były ładne i miały duszę. Ładne - czyli estetyczne, ładnie wykonane. Z duszą - tłumaczyć nie trzeba. Zapewniam Was że to pianino MA DUSZĘ, już przez sam fakt, że ma wartość sentymentalną, bo przywołuje wspomnienia z dzieciństwa. Do tego jest stare, z klimatem, ma ładne rzeźbienia - co widać, ma potencjał. Dodatkowo jest dla mnie zagadką co to za marka: nigdzie nie znalazłam metalowej blaszki z logo fabryki, które takie pianina zwyczajowo powinny mieć. Przyszło mi do głowy żeby zanurkować do środka w pająki , że może pianino ma jakieś pianinowe serce z numerem seryjnym i nazwą firmy,... coś jak numer silnika w samochodzie. Ale tak na pierwszy  rzut oka, tfu tfu, po zdmuchnięciu pajęczyn, cała muzyczna plątanina strun i młoteczków nadal pozostaje anonimową plątaniną strun i młoteczków bo nie wiem gdzie ewentualnej nazwy i daty produkcji szukać.

W najgorszym stanie jest klawiatura, a właśnie ją warto byłoby odzyskać, dla samego klimatu i wyglądu pianina, bo to przecież jakby wizytówka takiego wiekowego instrumentu. Nawet jeśli byłoby rozstrojone, czy pozbawione muzycznych wnętrzności, no to jednak klawiatura mogłaby zostać. Szkoda....
Bez względu na to czy jest co ratować, czy to już tylko moja fanaberia, uważam, że zawsze lepiej ocalić od zapomnienia taki mebel ,(no i co z tego że już niepraktyczny?!) niż urządzać mieszkanie tylko mebelkami seryjnymi. To pianino, gdyby miało nowy, czekoladowy fornir na wysoki połysk, mogłoby dać początek fajnemu urządzaniu całego mieszkania, a przynajmniej salonu.
Jest ono dowodem na to, że wartość przedmiotu zależy tylko i wyłącznie od punktu widzenia. Pianino dawniej postrzegane jako ciężki złom, zawalidroga, klunkier - jak to się u nas mawiało, i z tego też powodu wyniesione do garażu przy kolejnym remoncie, dziś w moich oczach urosło do roli "perełki", którą naprawdę warto byłoby uratować przed ostatecznym zniszczeniem. Kiedy było wynoszone do garażu, to oczywiście nie z zamiarem zniszczenia. Miało sobie"dojrzeć", poczekać na lepsze czasy albo jakąś konkretną koncepcję urządzania pokoju. No ale z powodu zaniechania i niezabezpieczenia mebla zniszczało po prostu szybciej niż można się było spodziewać.
Przyszło mi jeszcze do głowy, żeby mebel albo rozczłonkować i wykorzystać osobno różne elementy zdobnicze. Wiem, to profanacja, ale czy - skoro pianino i tak jest "posypane"- nie można by tchnąć w nie nowego życia właśnie w taki sposób? Albo zrobić wspomniana konsolkę, z półeczką lub gablotką w miejscu klawiatury. Z szafeczką w dolnej części. Co o tym myślicie??

środa, 9 lutego 2011

Wyróznienie.

Dostałam wyróżnienie od Kwiaciarenki . Z wyróżnieniami na blogach mam mały problem.
Oczywiście: jest mi niezmiernie miło, chciałam bardzo podziekowac za to wyróżnienie, za odwiedziny, za komentarze, za Wasz pozytywny odzew. Ale dopatrzyłam się, że wyróżnianie się to wielka siatka wzajemnych powiązań, która wymaga ode mnie zaangażowania w tą zabawę, odpowiadania na Wasze  konkretne wyróżnienia, typowania kolejnych osób... a ja nie bardzo mam czas i głowę do takich rzeczy. Dlatego ja się chyba z tego wypisuję :) Wierzę że rozumiecie. Obserwując Wasze blogi zauważyłam wpisy na paskach "Wyróżnienia - nie, dziękuje". Jako laik w blogowym świecie w pierwszej chwili zastanawiałam się - o co tu chodzi?? Bo przecież wyróżnienia są miłe i fajne. No są, ale... Teraz już rozumiem że chyba chodzi o to że osoba wyróżniana nie chce się czuć zobowiązana, z rożnych powodów. Oświećcie mnie, jeśli jest inaczej.
Piszę blog i umieszczam zdjęcia żeby podzielić się z Wami tym co robię - I to komentarze są barometrem "podoba się/ nie podoba, jest zainteresowanie lub nie". To one mnie niezmiernie cieszą, inspirują dają kopa do pracy, pocieszają i dodają wiary że warto robić fajne rzeczy. I to mi wystarczy, naprawdę. Wasze komentrze są wytarczającym wyróznieniem dla mnie. Oraz sam fakt, że kolejne osoby chcą do mnie wracać (mimo że zawodzę i zbyt często nie pokazuję nowych prac:) - i za to Wam, kochani Obserwatorzy i moi czytelnicy , bardzo dziekuję :). Zwracam sie tu do osób na stałe mnie podglądających, ale też do wszystkich przypadkowych podglądaczy, którzy zechcą obejrzeć kawałek mojego świata i zostawić po sobie ślad.
Ja też do Was wracam, czytam i oglądam. Nawet jesli nie komentuję, bo czas mnie goni - z wielka przyjemnoscią robię choćby krótka rundkę po ulubionych blogach żeby napaść oczy, ducha i poinspirować sie należycie na dłuższy czas.
Nie twierdze ze nie wrócę do zabawy w wyróżnienia, może kiedyś. ... jak będę miała nadmiar czasu. Dziękuje Ci Kwiaciarenko za wyróżnienie i pozdrawiam serdecznie.